Poniżej przedstawiamy autorski tekst Doroty Wójcik-Khanchandani, który powstał w 2005 roku, gdy Dorota stawiała w tangu swoje pierwsze kroki i patrzyła na tango oczami zauroczonej jak my wszyscy nowicjuszki. Tekst nie zestarzał się mimo upływu 4 lat i w niezwykły, emocjonujący sposób oddaje gorącą atmosferę pierwszych milong, lekcji i tang,w ktorych Dorota brała udział. Jest to tekst, który powinien przeczytać każdy, kto od niedawna jest w tangowym świecie. Choć nie tylko, bo dla starych tagnowych wyg może być on takę dużą przyjemością - miłym powrotem do tych pierwszych, bardzo naiwnych miesięcy poznawania tanga...
Z wszelkimi komentarzami czekamy na wasze emaile pod adresem Doroty milonga_dorota@avx.pl lub Złotej Milongi milonga@milonga.pl Piszcie. Zapraszam serdecznie. Jakub Korczewski
Tango chodziło za mną od kilku lat. Teraz dopiero to dostrzegam. Dawało mi sygnały, poprzez muzykę, podświadomą chęć tańca, filmy (m.in. mój ukochany Al Pacino tańczący tango w „Zapachu kobiety”, El tango de Roxanne z musicalu „Moulin Rouge”, czy Cell block tango z „Chicago”). Słuchałam do znudzenia „Quand elle rit aux eclats” Vaya con Dios, nie uświadamiając sobie nawet, że to jest tango.
W internecie czytam, że właśnie zaczął się kurs tanga argentyńskiego, gdzie jeszcze są wolne miejsca. Piszę maila do mojego późniejszego nauczyciela Tomasza Potockiego z pytaniem, czy mogę dołączyć bez partnera. Odpowiedź jest pozytywna. Idę 21 stycznia 2005 r. na moją pierwszą lekcję tanga. Jest kilka par i jeden wolny mężczyzna – Tomek. Zaczynamy tańczyć razem. Po pierwszej lekcji następnego dnia jestem obolała, bolą mnie stopy i mięśnie rąk, kręgosłup…– tango tańczy się przy innym środku ciężkości niż normalna postawa. Pomimo tego ćwiczę w domu podstawowe kroki, osiem kroków, które mają mi przybliżyć niebo… I od tego momentu zaczyna się moja opowieść o tangu…
Poszłam w tango
Nie pytaj kiedy wrócę
Nie dbam o zakurzoną przeszłość
Już nie
Już nie
Maluję się
W radość, w noc w wir
Upijam się dźwiękami
Dotykiem mężczyzn
Perfumami kobiet
Cieniem
Już nie wrócę
Do siebie
Zmieniłam adres
Zmieniłam uśmiech
Popłynęłam
Poszłam w tango
Rozpaliłam ogień
Nie czekaj
Już nie
Już nie**
Nie chcę się kreować na znawczynię tanga – jeszcze przez co najmniej rok będę nadal początkująca. Albo średniozaawansowana. To zależy od intensywności tańczenia, partnerów, z którymi tańczę i własnej woli, która podpowie mi jak często powinnam, mogę i chcę. A chcę codziennie, mogę dwa razy w tygodniu, powinnam częściej… Dawkuję tango z premedytacją, bo już wciągnęło mnie w swoje macki, już stało się pasją…A wiem, że dla pasji człowiek jest w stanie poświęcić wiele. Jestem z jednej strony świadoma zagrożeń, a z drugiej strony na tyle już doświadczona, że zdaję sobie sprawę z kosztów… Ba, cóż z tego?... Mam lekcję raz w tygodniu, potem praktykę, następnie milongę (razem ok. 7 godzin tańczenia).
Milonga ma podwójne znaczenie. To miejsce, gdzie się tańczy tylko tango lub rodzaj szybkiego tanga. W Warszawie organizowane są milongi codziennie w różnych miejscach. Poza tym, od jakiegoś czasu jest poniedziałkowa milonga pod gołym niebem na placu Za Żelazną Bramą, gdzie tańczy się wśród odgłosów miasta, tnących komarów i spadających kwiatów kasztanowca. Jeśli dodać do tego niedzielne Spontantango organizowane przez Jakuba Korczewskiego (godz. 15-ta, okolice kościoła Św. Anny na warszawskiej Starówce), wyjdzie nam szaleństwo ponad zdrowy rozsądek! A do tego…
Warsztaty mistrzów, głównie z Argentyny, ale również z Francji, Niemiec i innych części Europy. Do tej pory uczestniczyłam w zajęciach prowadzonych przez Mariano Galeano i Miguela Angelo Pla, znanym m.in. z tańca tanga z Madonną w filmie „Evita”.
Pierwsze kroki
Pierwsza milonga. Jesteśmy z Tomkiem po trzech lekcjach, ale tego wieczoru siedzimy i patrzymy z zazdrością na innych. Zabrakło nam odwagi. Moja druga milonga 1 marca br. – po raz pierwszy tańczę z doświadczonym partnerem, z Januszem. Lody zostały przełamane. Odkrywam, że nic nie wiem o tangu, ale już szybkimi krokami zbliża się fascynacja. Od tej pory regularnie chodzę na milongi raz w tygodniu, po dwóch miesiącach zwiększam ilość do dwóch.
Zaczynam ćwiczyć w domu – ocho (czyt. oczo) do przodu, ocho do tyłu, obroty, ułożenie stopy, chodzenie… Zamawiam buty do tanga. Muszą być specjalne, podbite łosiówką z odpowiednim poślizgiem do suwania z gracją po parkiecie. Słucham non stop tanga – w domu, przy pracy, w samochodzie. Coraz częściej opowiadam z ożywieniem o tangu znajomym. Kupuję nowe płyty, przeglądam w internecie strony o tangu, uczę się historii. Piazzolla już nie kojarzy mi się z rodzajem pizzy, a Gardel ze śpiewakiem operowym. Powoli, ale też z pewną zachłannością układam puzzle, które zaczynają do siebie pasować, już przebija się zarys ogólny obrazka.
Co czuję tańcząc tango? To krótki film o miłości – w tańcu przez trzy minuty, mogę kogoś pożądać, chcieć całować namiętnie, kochać się z partnerem, czuć pasję, obojętność, zazdrość, rozczarowanie lub totalne niedopasowanie. Na ogół, gdy tańczę z kimś po raz pierwszy (na milongach zmienia się partnerów), czuję napięcie. Potem ono mija, gdy partner jest dobrym tanguero. Napięcie czuję też, gdy ktoś mi się podoba jako mężczyzna, albo tancerz – to również mija po kilku tangach. Tango to namiętność do mężczyzny/kobiety, muzyki, atmosfery z archetypowych zachowań, to otchłań przeżyć dla wrażliwców, którzy poszukują lub są nieświadomi własnych namiętności… Ocean odkryć, co dnia, co noc, co chwila… Pasja dla milionów ludzi na świecie… Tango było, jest i będzie… Tam wszędzie, gdzie jest kobieta i mężczyzna, gdzie jest złudzenie harmonii i miłości…
Tango przeżywam jak zakochanie… Wydzielają się hormony szczęścia – endorfiny, takie same jak przy zakochaniu. Ale już wiem, że w narkotycznym stanie nie można długo funkcjonować, że kiedyś trzeba przejść na rozsądniejsze tory. Żeby było w miarę socjalnie i społecznie. Ale czy warto? Rezygnować z marzenia, złudzenia dla szarej rzeczywistości, polskiego marazmu, gdzie tak niewiele jest jeszcze z filozofii radości (nasza potrzeba martyrologii i celebrowania wszelkich nieszczęść…)?
Narodziny tanga
Etymologia tanga nie jest do końca potwierdzona. Tak samo jak i jego korzenie. Są różne szkoły, sprzeczne opinie. Eros Nicola Siri, pisarz argentyński, zarazem badacz tanga uważa, że wywodzi się od „tangano”, tańca niewolników afrykańskich, którzy przywieźli swój taniec do Argentyny. Inna interpretacja źródłosłowia to „tambo”, również afrykańskiego słowa oznaczającego odgłos uderzanego bębna. Jedno jest pewne, tango argentyńskie powstało ponad sto lat temu jako wypadkowa potrzeb i nostalgii biednych imigrantów z Europy (m.in. Polaków!) i Afryki. Urodziło się na przedmieściach Buenos Aires, zadomowiło w slumsach i prostibulos (domach publicznych), było pogardliwie traktowane przez średnie i wyższe warstwy społeczeństwa. Ale szybko ta pogarda przeistoczyła się w fascynację, szczególnie po tym jak zyskało miano tańca grzechu i zostało przez pewien czas zakazane przez papieża Piusa X.
W dosyć szybkim tempie tango przeniosło się z burdeli na salony i to międzynarodowe. Niemałą rolę odegrało w tej migracji kino hollywoodzkie i bożyszcze kobiet na całym świecie Rudolf Valentino. Kobiety mdlały w kinie, gdy namiętnie uwodził w tangu swoje partnerki.
Tango nie jest jednorodnym tańcem. Zmieniało swój styl, jakby dostosowując się powoli do tego co nieuchronne, czyli zmienności. Był styl canyengue, pełen żywotności, ognia i wigoru, następnie po awansie społecznym – oriellero (tu zdania są podzielone, który z tych stylów jest starszy), bardziej elegancki, traktujący z większym szacunkiem kobietę, wreszcie milonguero, najbardziej zbliżone do wspólczesnego tanga. Również dzisiaj reguły i style tanga nie są linearne. Jest szybka milonga, tango de salon bez wymyślnych figur (tańczone w przedwojennej Polsce), tango walc, candombe, w stylu milongi i z charakterystycznymi bębnami, etc. Pomimo, że uważane jest za taniec logiczny (ścisłe reguły kroków podstawowych, figur, ruchu tańca) zostawia duże pole do własnej interpretacji. Nie można przetańczyć dwóch takich samych tang, tak jak nie ma dwóch takich samych partnerów.
Tango w Polsce
Tango argentyńskie dotarło ponownie po długiej przerwie do Polski zaledwie osiem lat temu. Za sprawą duńskiego muzyka Davida Masona, który po koncertach w Warszawie chciał tańczyć tango, ale nie miał gdzie. Organizuje pierwszą milongę i od początku ma wielu chętnych do nauki i tańca.
Rozmawiam z „moją grupą” tangową, ludźmi którzy tańczą już od ładnych paru lat. Zadaję im te same pytania, otrzymuję różne odpowiedzi. Część z nich się pokrywa – np. to, że tango wydobywa z człowieka jego duszę, niektóre cechy, o których nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć. „Odkryłam w sobie zazdrość” – mówi mi Dorota Graczyk, ekonomistka tańcząca tango od 3 lat. Z Janusza Puziewicza (handlowiec, tańczy 4 lata) poczucie, że można się wyzbyć ograniczeń, Alina Rudnicka (studentka turystyki, ponad 2 lata tańca) stwierdziła: „wydawało się, że mam osobowość odporną na nałogi, ale okazało się, że się mylę”.
Na pytanie o zalety tanga Tomasz Potocki (inżynier w dziedzinie ochrony środowiska, mój nauczyciel, tanguero od 8 lat) odpowiada: „przyjemność obcowania z innymi ludźmi, poznawanie nowych osób i fajna forma ruchu”. Tadeusz Dębski ( artysta malarz, 7 lat tańca) odpowiadając na to samo pytanie wskazuje na „wielkie emocje, oderwanie się od życia codziennego, inspirację”. Zalet tanga dla Aliny jest tak wiele, że dzieli je na kategorie: „1) dla ciała; 2) dla zmysłów; 3) zdrowotne; 4) towarzyskie – przynależność do subkultury”. Janusz mówi o „klimacie miejsca, czasu i akcji”. Natomiast na pytanie o wady tu odpowiedzi są bardziej zróżnicowane. Dla Janusza tango ich nie ma, dla Tomka – „można się uzależnić; pochłania sporo czasu, brak wolnych wieczorów na coś innego”, dla Doroty to niewyspanie, dla Tadeusza jest to „silne zobojętnienie na inne formy kultury”, dla Aliny „czasem ciężko wymyślić wymówkę, żeby nie tańczyć z niechcianym panem i czasem ciężko jest wymyślić sposób, żeby chciany pan poprosił nas do tanga (a nie inną)”.
Bo w tangu mężczyzna dyktuje warunki, prowadzi, partnerka musi się podporządkować. Jest taki wizerunek tanguero – on macho, ona femme fatale. Ale bardziej odpowiada mi filozofia Miguela Angelo Zotto, jednego z największych mistrzów tanga argentyńskiego, który uczy szacunku dla kobiety, tępi brutalność i megalomanię partnera. „Tango ma w sobie coś szczególnego, co odkrywa osobowość tego, kto tańczy… osobowość agresywną, pełną szacunku dla kobiety lub egoistyczną… to, kim tancerz jest w życiu… i w łóżku”. Jest w tym sporo prawdy – czuję różnicę w tańcu z partnerami, ich podejście do mnie, inny dotyk i pewne subtelności, które narzucają skojarzenia z ich erotyczną naturą.
Mistycyzm i tajemnica
Zastanawiam się, jaka jest istota magii tanga. Bo co do tego, że mieści w sobie mistycyzm i tajemnicę, nie mam wątpliwości. Już samo słowo „tango” powtarzane wiele razy brzmi jak mantra, zaproszenie do otwarcia swoich kanałów energetycznych. Wsłuchuję się w obiegowe opinie tych, którzy tańczą i tych, którzy słuchają muzyki i podziwiają.
Tango to życie, lub styl. Na pytanie jak tango zmieniło twoje życie Dorota twierdzi, że „bardzo, przewróciło wszystko do góry nogami”, Alina mówi: „przed tangiem miałam różne hobby – malowanie na szkle, szycie, podróże, metal, sport i inne; teraz nie mam na to ani czasu, ani ochoty”, Tomek – „rozmawiam głównie o tangu, znajomi są raczej też z tanga, stwierdziłem, że tym chcę się zajmować, zacząłem uczyć innych”, Janusz – „jest to znaczny procent czasu w życiu, cykliczność relacji”.
Wszyscy podkreślają wspólne cechy dla pasjonatów tanga – przede wszystkim wrażliwość, wytrwałość, zmysłowość, erotyzm na wyższym poziomie (cokolwiek to znaczy…).
Tango to seks. Bo czy są bliskie relacje między kobietą i mężczyzną bez seksualności (choćby w pragnieniach)? Ale to seks, którego się pożąda, albo nie, który podnosi temperaturę ciała do wrzenia, albo do zobojętnienia, to gra wstępna, zawsze uwodzenie, które może przerodzić się w romans lub nawet związek, albo pozostać na etapie flirtu. To śmiałe suknie kobiet z odważnymi wycięciami na udach, pończochy i czerwień ust, odkryte dekolty i ramiona, to czasami tajemnicze koronki i kwiaty we włosach (oczywiście nie wszystko na raz…). Tańczy się w dalekim lub bliskim trzymaniu. Przy tym ostatnim, pobudzają się zmysły węchu i dotyku, wydzielają feromony... Słychać przyspieszony oddech, bicie serca, pulsującą krew.
Tango to silne emocje. Rywalizacja o partnera, małe osobiste dramaty, ale także duża dawka radości, dla niektórych rodzaj transu i euforii, odkrywanie swoich nastrojów, odblokowanie własnych zahamowań i kompleksów.
Tango to smutek i nostalgia. Iluzja flirtu jest niebezpieczna, szczególnie, gdy jedna ze stron pragnie czegoś więcej. Tancerze wnoszą do niego własne osobowości i demony. Mroki przeszłości i niepowodzenia złamanych serc. Tango działa jak alkohol – jedni upijają się na wesoło, inni na smutno.
Tango to niespełnienie. Tam, gdzie spotyka się kobieta i mężczyzna zaczyna się niespełnienie. Nie rozwiązuje też innych problemów. „Tango jest dla mnie i wyzwoleniem, i pułapką – takie małe czerwone pudełko ze mną w środku, opakowane złotym papierem – to milonga. Ale po wyjściu z pudełka muszę się wyspać i rano iść do pracy, a problemy same się nie rozwiązują… Czasem jestem zła, że zapakowałam się do tego pudełka, ale przechodzi mi, gdy jestem w środku” pisze mi w mailu Dorota.
Tango to zaraźliwy wirus. Gdy ktoś jest na niego podatny, szybko rozprzestrzenia się na inne dziedziny. Często „nałogowcy” wciągają nowych zapaleńców, krąg się powiększa.
Tango to grupa towarzyska. Nowi, często bardzo ciekawi ludzie. „Tango łączy ludzi” – mówi Janusz. Czy tango może tańczyć każdy? Moi rozmówcy nie są zgodni. Dorota twierdzi, że jest dla wszystkich, Tadeusz, że jest tańcem elitarnym. Sądzę, że jako taniec sam w sobie jest dla wszystkich, ale jak chce się go przyjąć z całą otoczką kulturową – może być faktycznie dla osób bardziej wyrafinowanych intelektualnie i emocjonalnie. Wszyscy z moich rozmówców (łącznie ze mną) uczestniczyli już w prywatnych, bardziej kameralnych imprezach tangowych. Poza tym organizowane są różne okazyjne milongi – np. Biała Milonga na Dzień Kobiet (w tym dniu to panie proszą panów), Andrzejki, Wigilia, Sylwester, etc…Wszyscy też twierdzą, że znaleźli w tym środowisku przyjaciół lub dobrych znajomych (niektórzy partnerów życiowych).
Tango to etykieta. Wymagana jest higiena osobista, dbałość o siebie, szacunek dla partnerki/partnera oraz pozostałych tańczących par. Na milongach partnerzy powinni zmieniać partnerki, ale to nie zawsze jest respektowane. Są pary, które tańczą tylko ze sobą. Nie jest to wskazane, bo każdy z milongueros tańczy inaczej i nie powinno się zbytnio przyzwyczajać do jednego stylu.
Tango to paradoks. Miesza się w nim subtelność i drapieżność, zazdrość z pewnością siebie, zaborczość z uległością, radość i gniew, miłość i nienawiść, namiętność z obojętnością, rywalizacja z rezygnacją, samotność i wspólnota.
Tango to muzyka. Z charakterystycznym bandoneonem (w stylu i brzmieniu małego, wydłużonego akordeonu). Jego twórcą jest Niemiec, Heinrich Band żyjący w XIX w. Najpopularniejsze klasyczne tango „La Cumparsita” Gerarda Rodrigueza (pierwsze wykonanie w 1917 r.) znane jest na całym świecie, tak jak i tanga komponowane i śpiewane przez Carlosa Gardela oraz Astora Piazzollę (m.in. jego słynne Libertango z filmu „Frantic” Romana Polańskiego, ekstatycznie zaśpiewane przez Grace Jones). Piazzolla odpowiadał na komentarze, że tango jest brudne: „tango jest muzyką, a muzyka (sztuka) jest czysta”.
(...) To tango jest
Radości kęs
Jedyny mego życia sens
To tango jest
Barometr serc
Początek uczuć mych i kres
To tango jest
Zabiera duszę tak jak chce
Lecz kocha mnie
To tango jest ***
Tango jest tańcem dla ludzi w różnym wieku. Moi rozmówcy mają od dwudziestu kilku do pięćdziesięciu kilku lat. W Argentynie tańczy się do stu. Nie wyobrażam sobie staruszków wywijających rock-end-rolla, ale ludzi sędziwych tańczących tango – tak.
Już wiem, że gdy wyjadę za granicę, pierwsze co zrobię, to sprawdzę, gdzie jest milonga. Co mi dało tango przez te kilka miesięcy? Smutek zamieniło w radość (miałam bardzo smutny poprzedni rok), ponownie znalazłam inspirację do tworzenia, kupuję więcej bielizny, pończoch, kabaretek, przy zakupach sukienek zastanawiam się, czy można w nich tańczyć, mam kolorowe sny i marzenia…
Jak każda namiętność, tango jest zaborcze – dużo daje, ale jeszcze więcej żąda w zamian. A ja mam kilka innych pasji, których nie chcę porzucać – książki, pisanie, sport (jako kibic), podróże. Jeszcze się opieram (zrezygnowałam z bólem serca z milongi na rzecz finału Ligi Mistrzów w piłce nożnej), na razie kosztuję go jak nowy, egzotyczny owoc z niedawno odkrytej wyspy. Ale już kusi, żeby się w niego wgryźć do końca, do ostatniej pestki. A jak pisał Oscar Wilde „Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej”…
Dorota Wójcik-Khanchandani*, 2005 r.
***
Post scriptum: Po 4 latach...
Czy zmieniłabym cokolwiek z powyższego tekstu? Nie! Choć wiem teraz, że niektóre sprawy przedstawiają się inaczej. Inaczej też odczuwam samo tango. Ale to były moje dziewicze początki, fascynacja, która ewoluowała i przekształciła się w materię, To prawda co mówili mi różni ludzie, gdy zaczynałam tańczyć tango. O tym, że przewraca wszystko do góry nogami, że zmienia życie...W skrócie (bo to temat na następny tekst) napiszę co zmieniło tango w moim życiu. Kilka plusów i minusów,
Miłość. Tango połączyło mnie z moim życiowym partnerem. Jesteśmy zaręczeni i planujemy wspólnie, tangowym krokiem przejść przez życie.
Przyjaźń. Poznałam wielu ludzi. Z niektórymi zbliżyliśmy się, spotykamy poza tangiem, pomagamy sobie nawzajem, etc.
Podróże i nauka. „Zdradziłam” Azję na rzecz Ameryki Południowej. Pojechałam do Argentyny. Byłam na kilku obozach tangowych w Rajgrodzie i w Dolomitach. Uczę się hiszpańskiego.
Twórczość. Teraz w większości o tangu, m.in. zaczęłam ponownie pisać teksty piosenek (dla zespołu al Tango). Poniżej jest link do „Białego tanga” (oryginał „Tango negro”), do którego napisałam autorski tekst. http://www.youtube.com/watch?v=aN7cl3RyWQA
Muzyka. Kocham słuchać tanga. I klasykę i te bardziej współczesne. Wciąż mam nowe, cudowne fascynacje. Regularnie jestem DJ'em na milongach. Układam playlistę i marzę...
Kryzysy. Są wpisane w naturę tanga. Chcemy coraz lepiej tańczyć, przeżywać ten mistycyzm, harmonię, wspólne centrum, o którym są gorące dyskusje wśród bardziej doświadczonych tangueros. Gdy rodzi się większa świadomość ciała odczuwa się więcej własnych ograniczeń. Tango jest soczewką, koncentratem w którym są nasze marzenia, pragnienia i wizja lepszego ego. Pocieszające jest to, że Ci, którzy pokonają te kryzysy, nie poddadzą się im, czyli nie opuszczą rodziny tangowej, dostaną w zamian coś na kształt bonusu. Naukę pokory, cierpliwości, własnego rytmu. Bo tu nie ma wyścigu szczurów ani konkursu kto szybciej, lepiej, więcej... A tańczyć tango można do końca życia. Ten bonus przekłada się potem również na pozatangowe życie (jeśli jeszcze takie mamy, sic!!) i pomaga rozwiązywać inne problemy.
Minusy. Gdzie są plusy, muszą być i minusy. Dla równowagi. Miałam kilka rozbratów z tangiem, najdłuższy trwał kilka miesięcy... Nałożyło się na to kilka spraw. Bajka jeśli ma zakończyć się happy endem ma w siebie zawsze wpisany dramat. A tango jest jak bajka – raz tragedia, raz komedia...
D.W-K.
* autorka jest poetką, wydała kilka tomików poezji
**wiersz autorki
*** fragment utworu „To tango jest” (Che tango che) muz. Astor Piazzolla, tekst polski Marcin Sosnowski, z płyty „Poste restante” Katarzyny Groniec.
***