Mapa serwisu
Jesteś tutaj:

"Niedzielna" w Złotej

Po małym niedosycie na sobotniej milondze (czy aby na pewno) zapraszamy w niedzielę czyli dziś na milongę o 21:00.  Będzie klasycznie i dość rytmicznie. Jeżeli będziecie mieli życzenia co do ulubionych tang, to dzisiaj spełniamy je na milondze (uwaga! to nie jest milonga nuevo, więc takich utworów-życzeń nie będziemy dziś grać).

 

Do szybkiego zobaczenia

Jakub Milonga

 

o muzyce...

Dzisiaj po raz drugi w tym tygodniu (pierwszy raz zadziało się tak w czwartek) gram muzykę podzieloną na krótkie 3-utworowe tandy. Efekt jest zaskakujący i piorunujący zarazem: wszystko dzieje się szybciej i jest bardziej stężone. Na pewno będziecie zaskoczeni - może i ja też - ponieważ kilka tand będzie grane w Złotej po raz pierwszy. Wytrawne ucho na pewno to zauważy: D'Arienzo, Varela, Canaro i Caro oraz Lomuto.  To nazwiska kompozytorów premierowych utworów.

Układając playlistę na wieczorną milongę przy okazji przejrzałem moją tangową fonotekę. Z moich ostatnich dwóch pobytów w BsAs przywiozłem łącznie ponad 250 klasycznych tangowych płyt do tańczenia. Na lotniskach zawsze wzbudzałem nimi i ich ilością lekkie zdziwienie celników po obu stronach oceanu. Z pierwszej podróży zaprezentowałem już niemal wszystkie ciekawe utwory; z drugiej zostało jeszcze ponad 200 nigdy nie zagranych w Złotej kawałków, chociaż ostatnio liczba ta szybko topnieje.

o kolekcji...

W przeciwieństwie do naszych pięknych tanguer kolekcjonujących i używających niezwykłe buty do tańca, moim konikiem są oryginalne płyty (większość z nich kupiłem w BsAs, część dostałem w prezencie, część zamówiłem ze sklepów internetowych).  Mp3-ami  nie zawracam sobie w ogóle głowy.

Tangowe płyty zbieram je od blisko 10 lat. Kolekcja może nie jest oszałamiająca, bo od pewnego momentu skupiłem się na kupowaniu tylko klasycznych płyt do tańca (z racji DJ-owania), a na tanga do słuchania, czy płyty z muzyką nowoczesną nie zwracam większej uwagi. Może tylko wtedy, gdy naprawdę mnie coś zainspiruje. Niestety na płytach tango nuevo na ogól są jeden, dwa, góra trzy dobre utwory, a reszta to szumy i monotonne bity w palpitacyjnym tempie. Tak czy siak moja fonoteka to już ponad pół tysiąca płyt z czego zdecydowana większość to muzyka milongowa do tańczenia. W przeliczeniu na czas to pół miesiąca non stop muzyki :)

Wiele płyt z okresu Złotej Ery to krążki, na których jeden lub dwa utwory może mniej nadają się do puszczania na milogach, a cała pyszna reszta może być żywcem wykorzystana do playlisty na każdej milondze. Takie "pełne" płyty to perełki i słucha się je z ogromną przyjemnością, zanurzając się w przeszłość, w odległe lata nieistniejącego już Buenos Aires, gdy w mieście na milongach co noc grało wiele zespołów na żywo, gdzie co roku wytwórnie muzyczne publikowały po kilkadziesiąt i więcej tangowych płyt najznamienitszych kompozytorów. Stąd też i sama nazwa tego unikalnego czasu w dziejach tangowego Buenos - Złota Era.

My, kilkadziesiąt lat później w "Złotej" i innych miejscach mamy okazję na parkiecie przeżywać te niezwykłe namiastki cudownego nieistniejącego świata. I gdy kiedyś wieczorem podczas milongi zobaczycie kogoś siedzącego przy stoliku, zasłuchanego w muzykę i hipnotycznie wpatrzonego w tańczących, to możecie być pewni, że patrzy teraz na boskie Buenos sprzed 100 lat...

 

PS po milondze: Mam jednak mieszane odczucia co do tand składających się z trzech utworów. Wiele osób i ja sam czułem niedosyt po niektórych tandach, krzycząc, że są dwu-utworowe. Oczywiście jeżeli tanda nie jest porywająca to niech trwa jak najkrócej, ale jezeli jest boska, a takich kilka udało mi się niechcący sklecić, to niech trwa i trwa... Eksperyment w sumie się udał, tylko utwory w tandach 3-kawałkowych nie mogą być za krótkie.