Niecodzienny wypadek zdarzył się ostatnio w weekend jednemu z kursantów Złotej Milongi, spieszącemu się na zajęcia tanga. Kiedy parkował samochód pod naszą szkołą i otworzył drzwiczki, niechcący zawadził o nie ręką, w której trzymał kluczyki do auta. Był to pechowy moment, bo auta stało nad studzienka kanalizacyjną i to do niej wpadły kluczyki.
Sytuacja wydawała się tragiczna i zarazem groteskowa, tym bardziej, że późna pora, niskie temperatury i zwały śniegu dookoła, które nie dawały szans na szybką pomoc. Na szczęście nasz bohater - właściciel auta - nie stracił rezonu. Pozostawił swoją partnerkę na straży auta i podszedł do Złotej po narzędzia, którymi mógłby podważyć właz do studzienki.
Oczywiście, jako klasyczna szkoła tanga argentyńskiego, nie dysponujemy żadnymi specjalistycznymi narzędziami do otwierania studzienek. Nie zraziło to naszego bohatera. Uzbrojony "w to co znalazł" wrócił do auta i sprawnie podważył właz. W nikłym świetle ulicznych lamp udało mu się dostrzec na dnie studzienki kluczyki do auta. Wystarczyło teraz już tylko przysposobić coś na wzór wędki (studzienka miała prawie dwa metry głębokości) i wyciągnąć zgubę.
Cała operacja zakończyła się w ekspresowym tempie i z happy endem - nie dość, że kluczyki wróciły na swoje miejsce w kieszeni właściciela auta, to w dobrych humorach oboje z partnerką zdążyli jeszcze na swoją lekcję tanga...