Na ostatniej sobotniej milondze po raz kolejny zagrałem muzykę według jednego ustalonego schematu. Celem tego schematu było uzyskanie dobrej energii i odpowiedniego balansu pomiędzy tangami romantycznymi (spokojnymi) i bardzo rytmicznymi. Zamierzony plan przyniósł po raz kolejny dobre efekty, stąd kilka słów uwag jako wskazówek dla osób, które sami grają muzykę na milongach.
Milonga trwała od godziny 20:00 do godziny 2:30. Playlista składała się z 200 klasycznych utworów: 160 utworów poukładanych w tandy ułozonych w odpowiedniej kolejności w playliście oraz dodatkowych około 40 utworów na nieprzewidziane sytuacje (3 tandy dołożyłem w trakcie grania playlisty).
Pierwszym kryterium doboru utworów na milongę była czas trwania pojedyńczego utworu. Wszystkie utwory (z wyjątkiem 2 tand) były krótsze niż 2 minuty 30 sekund (na ogół około 2:20min). Powodowało to, że tanda 4 tangowa z cotiną trwała 9 i pół minuty, a tanda 3 walców lub 3 milong około 7min 20 sekund.
Wszystkie tandy walcowe były utworami instrumentalnymi. Duża część tand milongowych także. Sprawiało to wrażenie, jakby utwory były zdecydowanie szybsze niż w rzeczywistości.
Wszystkie kolei tandy tangowe ułożone były naprzemiennie - tanda instrumelntalna - tanda śpiewana. Podział ten (tanga instrumentalne i śpiewane) nałożył się na w pewnym sensie automatycznie na kolejną ważną zasadę playlist: rozdzielenie tand rytmicznych od romantycznych. Pierwsze z nich były instrumentalne; drugie śpiewane. Jednocześnie starałem się nie grać z rzędu dwóch tand romantycznych, często umieszczając ją obok spokojnych walców.
Opis wydaje się nieco skomplikowany, a dla osoby, która nigdy nie układała żadnej tangowej playslity, niezrozumiały; dla osób grających muzę opis ten powinien wystarczyć. Efekt na parkiecie był taki, że muzyka non stop pulsowała zmiennymi rytmami i nastrojami; krótkie tandy nie powodowały zmęczenia u tancerzy i mozna było przetańczyć z rzędu i bez wysiłku kilka tand. Parkiet robił się bardziej przrestronny tylko na tandy milongowe (zjawisko powszechne na całym świecie). Zjawiskiem, które uwiebiam był fakt, że wszyscy partnerzy po każdej tandzie zmieniali się w parach. Kilkudziesięciosekundowa cortina w sam raz wystarczała na zmiany.
Tytułem dodatku wspomnę, że grałem tylko takie utwory, które sam lubię lub wiem, że podobają się gościom, ktorzy byli obecni na milondze. Były to oczywiście utwory o ładnej melodii i takim samym zakończeniu rytmicznym w obrębie tej samej tandy (prowadzący po pierwszym utworze już wie, jak zakończą się pozostałe 3 utwory - wystarczy słuchać muzykę).
Oprócz nazwisk orkiestr, które w takim miejscu wszyscy wymieniają jako najlepsze do grania na milongach, dorzucam Pugliese oraz Color Tango. Niemal na każdej sobotniej milondze, w jej drugiej popółnocnej części, gram po jednej tandzie tych autorów i wykonawców. Można się w nich pokusić o ciekawszą interpretację. Za trudne? Przeciwnie - interpretacyjnie ciekawe.
Jakub Milonga
O tandach składających się z trzech tang i playlistch bez cortin następnym razem.