Mapa serwisu
Jesteś tutaj:

Practica versus Milonga

 

Jaka jest różnica między practicą i milongą i dlaczego warto pojawiać się na obu imprezach?

 

Dla wielu osób practica jest naturalnym przedłużeniem kursów tanga i zarazem punktem ostatecznym tangowej podróży (część osób nigdy nie dociera na milongę!). Trochę szkoda, bo practica to tylko stacja pośrednia. Jeżeli wysiadasz na niej, myśląc, że to kres wyprawy, lub, co gorsza,  nie chcesz zaryzykować więcej, to twoja sprawa.

Tak czy siak, practica sprawdza się jako miejsce ćwiczeń poznanych na lekcjach i warsztatach kroków tanga. Do  przećwiczenia ich ze swoim stałym partnerem. Ale także - do czego serdecznie zachęcam - do przećwiczenia ich z osobą, z którą na co dzień nie tańczymy, a z którą możemy spotkać się właśnie na practice.

Practica to także miejsce, gdzie można podpowiedzieć swoim mniej zaawansowanym kolegom i koleżankom kilka cennych uwag. Zamiast pouczać ich w trakcie milongi (celują w tym zwłaszcza niektórzy panowie) i strofować, gdy jakiś krok nie wyjdzie, lepiej, zaprosić taką partnerkę na practicę i wyjaśnić jej i poćwiczyć z nią te elementy, które nie udało się zatańczyć na milondze.

Czasem na naszych kursach przypominamy żartem starą tangową maksymę, że każdy błąd czy nieudany krok tanecznej pary to ZAWSZE wina partnera. Nie zrozumcie mnie źle. To nie jest tak, że tylko mężczyźni się mylą, a kobiety są idealne (swoją drogą im jest nieco łatwiej nauczyć się tańczyć tango). Powyższe zdanie to koncept na tańczenie. Koncept dla mężczyzn.

Panowie, jeżeli decydujecie się na taniec z konkretną kobietą, to przyjmijcie za to pełną odpowiedzialność. Tańczcie tyle, ile umie twoja partnerka. Zacznijcie tandę powoli ("powoli" to znaczy bardzo powoli), przyzwyczajcie ją do siebie, do swojego unikatowego sposobu prowadzenia, nauczcie ją swojego języka, dajcie jej czas - dużo czasu - na oswojenie się, wreszcie, pozwólcie jej na wzięcie kilku spokojnych oddechów i nigdy, ale to przenigdy nie wrzucajcie jej na głęboką wodę.

"Zaufanie i bezpieczeństwo" to figury, od których zawsze powinno się zacząć swoje pierwsze kroki w tangu rozpoczynającym tandę. Stworzenie aury spokoju i bezpieczeństwa w tangu daje szansę (i nic więcej), że wasza partnerka nie zestresuje się od razu, nie usztywni i może będzie mogła zacząć słuchać prowadzenia.

Gdy mimo wszystkich zabiegów wasza partnerka popełnia jednak błąd za błędem, nie czuje waszych sygnałów i niewiele jest po waszej myśli, to najgorszym ale to NAPRAWDĘ NAJGORSZYM pomysłem jest pouczanie jej i zwracanie jej uwagi: źle trzymasz rękę, źle napierasz, mocniej coś, inaczej tamto. Panowie, w takiej chwili paradoksalnie, zamiast pomóc jej i sobie, zamykacie przed sobą jakąkolwiek szansę na poprawę.

W tańcu nie należy zwracać sobie uwagi (panowie paniom, panie panom). Nawet jeżeli nasz taniec okazuje się nieporozumieniem. Gdy jest naprawdę źle, dotańczcie do końca utworu i spokojnie z miłym uśmiechem podziękujcie za taniec, NIC NIE KOMENTUJĄC.

Jeżeli sądzicie, że instrukcje, pouczanie, dobre rady, i to całe gadanie w trakcie tańca, pomiędzy utworami, ma jakikolwiek sens, to jesteście w głębokim średniowieczu. Tym sposobem możecie tylko pogorszyć sprawę. I nic więcej.

A jakiekolwiek inne, bardziej ofensywne komentrze są po prostu niegrzeczne i wbrew kulturze tangueros i  zachęcam osoby, które się z nimi stykają, by ucinały takie rozmowy od razu. Albo zapraszały milongowych znawców na practicę. Practica to miejsce, gdzie - powtórzmy -  można w przyjacielskiej rozmowie i we wspólnych ćwiczeniach wyjaśnić sobie zawiłości tanga.

Na wieczornej milondze nigdy się tego nie robi.

Powyższa historia może kiedyś spotkała już ciebie na jakiejś milondze. Współczuję ci, jeżeli stałeś się lub stałaś się ofiarą tych zupełnie niepotrzebnych komentarzy i uwag. Pewnie pamiętasz, jak źle podziałały na ciebie i tylko - tak naprawdę - pogorszyły wasz wspólny taniec. Przykro mi i serdecznie Ci współczuję.

Proszę przemyśl to i postaraj się następnym razem, gdy przydarzy się taka sytuacja, nie dopuścić do jej negatywnego rozwoju.  Jeszcze raz powtórzę, komentarze nic nie dają, tylko pogarszają sprawę, psują między tancerzami to co jest najcenniejsze, bliskość, zaufanie, intymną atmosferę milongi. I to nie tylko na dany wieczór ale dzieje się i to nie rzadko, że na wiele, wiele tygodni. Niepotrzebnie.

Jeżeli zdarzyło ci się, że tańczysz z osobą, która mocno odstaje od twoich umiejętności tanecznych, to po ludzku i po przyjacielsku USZANUJ JĄ. To jest ta ogromna siła tanga. Czy jesteś prowadzącym w tańcu czy podążającą, zaangażuj się w te kilka minut bycia z drugą osobą na parkiecie najmocniej ze swoich sił, a potem, jeżeli dojdziesz do wniosku, że sytuacja cię przerosła, że nie potrafisz się odnaleźć w tańcu z osobą słabiej tańczącą od ciebie, to przez pewien czas  NIE TAŃCZ z takimi osobami. Bo nie ma to sensu, ani dla ciebie ani dla tej drugiej osoby. Stresujesz siebie samego i tę drugą osobę zupełnie niepotrzebnie.  To nie jest tango. To jest najkrótsza drogą do znienawidzenia milongowych wieczorów, ludzi, z którymi się na nich stykasz, siebie samego i swoich umiejętnośći! 

Tango to taniec prawdziwego mężczyzny: to Ty - a nie kobieta! - wybierasz sobie partnerkę, więc zrób to porządnie i z głową, żebyś nie męczył ani jej ani siebie, i żebyś z tańca miał przyjemność. Gdy tak się stanie, wtedy dopiero znajdziesz na parkiecie tę niezwykłą bliskość dwojga ludzi, którą my wszyscy na całym świecie tak bardzo i tak mocno szukamy w tangu...

Saludos

Jakub Milonga