maj 2010
W długi weekend majowy w Krakowie odbył się drugi festiwal tanga organizowanyprzez Marcina Miszczaka. Kraków jest sporym ośrodkiem tanga w Polsce, i co imponujące, doczekał się już dwóch festiwali stworzonych przez niezależnych organizatorów. Festiwal majowy to dziecko Marcina. Jako jego festiwalowy gość brałem udział jedynie w milongach.
Pierwsza milonga odbyła się w czwartek na barce na Wiśle. Niestety nie byłem na niej, ale słyszałem, że miała niezły klimat.
Piątkowy wieczór odbywał się też nietypowo, bo na Głównym Dworcu kolejowym. W starej sali restauracyjnej z antresolą - tak jak rok temu - rozpoczęła się milonga z pokazem. Około godziny 22:30 na specjalnie przygotowanym na ten wieczór drewnianym parkiecie w różnobarwne pasy panował już spory tłok. Jako DJ grała Luiza Pasierowska.
Muzyka była przez cały wieczór dość różnorodna - od klasycznych po bardzo nowoczesne utwory. Przeważajaca część muzyki była dość dobrze znana tańczącym. Przeważali Polacy, głównie tancerze z Krakowa, Wrocławia i Warszawy. Było też dużo ludzi z innych miast i z innych Państw.
O północy rozpoczął się pierwszy pokaz festiwalu - pokaz męski. Panowie zatańczyli kilka bardzo różnych utworów prezentując ogromne możliwości taneczne i dużą wrażliwość. Po brawach dalej trwała milonga aż do jej końca czyli godziny 3-iej.
Wszystkie milongi, na których byłem, kończyły się równo kilkanaście minut po trzeciej. Po nich Tymoteusz zapraszał do siebie na afery.
Festiwalowa milonga sobotnia ma też swoje już stałe miejsce czyli Dom Kolejarza na ulicy Filipa. Wbrew nazwie Domu ulica nie słynie z kolejarskich tradycji; nocą staje się okazją do nieprzypadkowych spotkań ze spacerującymi po niej krakowiankami...
W sobotę na milondze grał Janek Woźniak. Muzyka była nieco podobna do piątkowej może ciut bardziej wyrafinowana (znane utwory w mniej popularnych, rzadziej granaych aranżacjach) lecz jednocześnie bardziej spokojna. Po milondze Janek wybrał się na śniadanie, wsiadł do porannego autobusu 5:30 i pojechał do Kazimierza D.
Niestety tak jak w piątek była świetna pogoda, tak w sobotę i niedzielę padało i było niskie ciśnienie. Powietrze było wilgotne i to wszystko spowodowało, że wieczór przebiegał dość spokojnie. W trakie niego głosami starszyzny zostali ogłoszeni król i królowa balu. Zostali nimi Janusz z żoną - para uroczych polskich tancerzy mieszkająca w Nowym Jorku. O północy bardzo energetyczny i gęsty pokaz zatańczyli Sebastian i Eugenia. Po raz kolejny Eugenia miała przygodę ze swoim kostiumem, który w trakcie pokazu po prostu zbuntował się jej. Sebastian nie przerywając szybkiego tańca zaczął ją zasłaniać i pomagać upchać w nim to co z niego wyskoczyło. Było to genialne, zabawne i tak szybkie, ze osoby, które siedziały po drugiej strony sali wzięły jego niespodziewane ruchy za część ich pokazu!!!
Na niedzielnej milondze także na Filipa grał Marcin Sieprawski. Muzyka była bardzo oryginalna, wymagająca i szukająca tancerzy preferujących mniej tradycyjne brzmienia. Marcin tym samym podniósł muzycznie bardzo wysoko poprzeczkę.
Kulminacją wieczoru był pokaz kolejnej argentyńskiej pary, która dostała bodajże największe brawa ze wszystkich występujących. Zatańczyli nowoczesny set do zupełnie nietradycyjnej muzyki.
Milonga skończyła się po trzeciej. Z festiwalowych obrazków dopowiem, że w muzycznym afterze wspomniany wcześniej Janusz tak zakręcił Kasią, że jej niedzielna kreacja rozsypała się. Kasia nie przerywając tańca z Januszem łapała uciekające części stroju. Ładna, słodka scena. Samo życie. Jeżeli widzieliście, bo byliście, to na pewno się ze mną zgodzicie. Jeżeli ktoś to nagrał, koniecznie do obejrzenia.
Na warsztatach nie byłem, ale słyszałem o wszystkich parach pochlebne recenzje, w których a to jednych a to drugich bardzo chwalono. Jak zwykle bywa, kwestia oceny nauczycieli, czy samych pokazów jest zawsze kwestią gustu oceniających uczestników. Na ogól podoba nam się u innych to, co sami lubimy.
W takcie festiwalu odbywały się też imprezy okolicznościowe. Chciałbym o dwóch wspomnieć. Pierwsza to projekcja dokumentalnego polskiego filmu o tangu, który niebawem będzie można obejrzeć także w Złotej w Warszawie. Druga to premiera książki o tangu napisanej przez Marcina Miszczaka zatytułowanej "Nieboskie Buenos". Książka już do kupienia.
***
Dla mnie osobiście pobyt na krakowskim festiwalu był okazją do spotkania się z moimi tangowymi i krakowskimi przyjaciółmi. Nie nastawiałem się, że w trakcie tych kilku dni przeżyję coś niesamowitego, bo z własnego doświadczenia wiem, że takie myślenie zawsze kończy się rozczarowaniami a potem narzekaniem. Poznałem na krakowskim festiwalu - co sobie bardzo cenię i- wiele nowych miłych osób, m.in. Janusza, czy bardzo uroczą parę Marka i Gosię, którzy siedzieli przy naszym stoliku. Myślę, że będziemy chętnie spotykali się przy kolejnych okazjach.
Miałem też okazję do potańczenia z dziewczynami z Krakowa i innych miast, czy też z argentyńskimi tancerzami. Wszystkie te tańce miło wspominam i moim partnerkom za nie bardzo dziękuję. Pań z Warszawy nie prosiłem do tańca wychodząc z założenia, że nie po to jadę do Krakowa, by tańczyć tam z Warszawiankami.
Za rok pojawię się na festiwalu na na pewno, tym bardziej, że wiem, że Marcin szykuje na trzecia edycję wyjątkową niespodziankę.