Mapa serwisu
Jesteś tutaj:

Wrażliwość w tangu

Rozmawiałem niedawno z jednym tanguero, który tańczy już od kilku lat. Rozmowa zaczęła się niewinnie, gdy w pewnym momencie do Złotej weszła kobieta.

- To ona - westchnął tanguero. - Prosiłem ją ostatnio do tańca i mi odmówiła. Spróbowałem jeszcze raz, ale powiedziała, że jest zmęczona i teraz nie będzie tańczyć, bo musi odpocząć. Co za ....[...] - tej części jego wypowiedzi nie zrozumiałem, bo rozpoczął się nowy utwór i muzyka zagłuszyła jego słowa. Tanguero zamyślił się i po chwili dodał:

- Już nigdy więcej jej nie poproszę...

I czułem, że mówi to ze ściśniętym sercem

 

Dzisiaj chcę poruszyć temat pewnego zjawiska, które niestety funkcjonuje na warszawskich milongach. Jak jest w innych maistach trudno mi powiedzieć, może sami się wypowiecie. Ja sam długo nie uświadamiałem sobie, że takie zjawisko istnieje i jest nagminne - także niestety i na milongach w Złotej, bo sprawa nie dotyczyła bezpośrednio mnie jako tancerza9ani obecnie ani w przeszłości gdy na jednej milondze potrafili się spotkać wszyscy umiejący tańczyć tango w Warszawie). Chodzi o komentarze i uwagi.

Na ostatniej milondze na parkiecie spotkali się tancerze, którzy tańczą 10 lat. W tym samym czasie na sali były też osoby, które uczą się tanga od kilku tygodni, miesięcy. Cały przekrój od bardzo początkujących do bardzo zaawansowanych.  Sytuacja typowa dla milong na całym świecie.

Podchodzi do siebie dwoje ludzi i zaczyna tańczyć. Jedno z nich - powiedzmy, że jest nią tym razem kobieta - prezentuje zdecydowanie niższy poziom umiejętności od partnera. Ich taniec nie jest płynny, facet zaczyna się denerować. W końcu nie wytrzymuje: "Łącz nogi jak stawiasz kroki". Nie mija pół utworu, gdy ponownie się zatrzymują. Mężczyzna z lekkim zniecierpliwieniem w głosie zaczyna ją instruować: "Musisz mocniej napierać. Trzymaj  mnie silniej prawą ręką i napieraj. Dawaj odpór. Wiesz co to jest rama?" Kobieta kiwa głową, że tak. Ruszają dalej. W krzyżyku plączą się jej nogi i tracą równowagę. Facet widząc, że jego sygnały są dla niej nieczytelne, "przechodzi" na silniejsze prowadzenie. Zaczyna ją mocniej pchać rękami. Denerwuje się. Kobieta też. Przez chwilę milczą. Koniec pierwszego utworu w tandzie.

"Jak długo się uczysz?" - zagaja nim rozpoczną kolejny taniec. "Kto jest twoim nauczycielem?" Gdy pada odpowiedź, ze współczuciem kiwa głową. "Z takimi umiejętnościami, nie powinnaś chodzić jeszcze na milongi. Dlaczego nikt ci tego jeszcze nie powiedział? - dodaje i nie czekając na odpowiedź szybko rozpoczyna taniec. Kobieta nie przygotowana do pierwszego kroku, stoi na nie tej nodze, na której powinna i dlatego od razu traci równowagę. W nagrodę od partnera otrzymuje silniejsze ściśnięcie na plecach. Tańczą. Gdy w ocho partnerka traci kolejny raz równowgę, mężczyzna przyspiesza. Przed poprowadzeniem do kolejnego krzyżyka, dodaje:"teraz krzyżyk. Dobrze, widzisz, to jest krzyżyk." Ich  tangowy spacer jstaje się nerwowy. Oboje są napięci. Kobieta, wiedząc od innych, że pierwsze milongi  nie są łatwe, a wręcz przeciwnie, stresujące, zaciska usta i postanawia milcząco przetrwać  tę tandę. Wie, że powinna się  teraz cieszyć, bo będą początkującą, tańczy z partnerem, który jest od niej o wiele bardziej doświadczony. Może więc skorzystać z jego doświadczenia, "poczuć tango, tańczyć do rytmu czy nawet muzyki", "przeżyć je" a nie tylko robić te dwa nudne kroczki ze swoim także początkującym partnerem z grupy.

Wie, że powinna się cieszyć, ale zaczyna się właśnie przyłapywać na myśli, że wcale ale to wcale się nie cieszy. Że tak naprawdę chciałaby, żeby tanda się już skończyła. Komentarze partnera ją irytują i zniechęcają, nie rozumie, do jakich kroków partner ją prowadzi (w międzyczasie mężczyzna serwuje jej bez sensu serię różnych ganchos, które w ogóle nie wychodzą. Wpadają na inną parę); więcej w ich tańcu jest szarpania i złej atmosfery, a w dodatku zaczynają boleć ją plecy.

Kolejne przerwy miedzy drugim i trzecim i czwartym tangiem kobieta znosi wysłuchując dalszych uwag partnera, który "w dobrej wierze" uczy ją, jak powinna z nim tańczyć. Co powinna robic, a czego nie. Ich taniec ani na jotę się nie poprawia, bo oczekiwania partnera są za wysokie, a nastrój pomiędzy nimi niesprzyjający. Kobieta ze wszystkich sił stara się już teraz tylko o to, by nie wybuchnąć płaczem. Siedziała przed dwie godziny przy stoliku i nikt jej nie prosił. Było nudno i miała już wyjśc i wrócić do domu, choć cos podszeptywało jej by jeszcze przez chwilę została. A po drugie ten widok tańczących na parkiecie w harmonii par... I gdy wreszcie ktoś ją poprosił i okazalo się, że nie jest to tancerz początkujący, to jest gorzej, niż to bezczynne siedzenie: nogi zcierpły w wysokich szpilkach, ciało zastygłe od długiego siedzenia w jednej pozycji. Teraz wszystko jej się w tańcu plącze i wie, że nawet gdyby chciała, to i tak nic z jej tańca już nie wyjdzie. No i te komentarze, które nic nie pomagają, tylko pogarszają.

Zaciska zęby żeby nie płakać przy wszystkich. Popłacze jak wróci do domu. Wracając autobusem obiecuje sobie, że nie będzie chodziła na milongi, bo to bez sensu: tańczenie z osobami, które niewiele umieją jest mało przyjemne, gdy partner nie umie ogarnąć ani swojego ani jej tańca; tańczenie z lepszym partnerem, który co chwila stara się ją instruować co powinna i jak zrobić, który jednocześnie irytuje się na nią i zaczyna tańczyć "efektowne" figury, by ich taniec "jakoś" wyglądał i nie był tylko krokiem podstawowym przez 4 tanga. To wszystko bez sensu. Może wprawdzie przychodzić na milongi i patrzeć jak inni tańczą, ale to boli jeszcze bardziej. jest się tak  blisko a nie można tego dotknąć samemu....