Drodzy tangowicze,
Sobota 6 czerwca to był wspaniały wieczór, za który wszystkim przybyłym na milongę sympatykom naszego Klubu i Szkoły serdecznie dziękuję.
Ale po kolei.
Po lekcji dla początkujących i pierwszych tandach, które na ten wieczór przygotował Przemek Mielcarek, rozpoczął się wieczór pokazów. O 21-ej przedstawiłem wszystkich nauczycieli, którzy w tym sezonie uczyli w Złotej Milondze. Zabrakło tylko Stefanii, która chyba na dobre opuszcza już nasz kraj, a teraz bawi we Francji (pozdrowienia Stefa!).
I rozpoczęły się pokazy grup, które w tym roku uczą się w Złotej Milondze. Jako pierwsza wystąpiła grupa, która w tym tygodniu równo ukończyła kurs 3-miesięczny. Dla mnie osobiście był to najlepszy pokaz - nie dość, że jak na trzymiesięcznych tancerzy, grupa radziła sobie dość dobrze, to jeszcze stroje! Jako jedyni ubrali się jednolicie na czarno z czerwonymi dodatkami i krawatami. Jako całość wypadło to bardzo pokazowo. Duże gratulacje. Trzymam kciuki za ciąg dalszy i czekamy na Wasze kolejne pokazy.
Następnie występowały kolejne grupy wszystkich nauczycieli. Frekwencyjnie było różnie i raz widzieliśmy na parkiecie kilkanaście par, innym razem tylko kilka. Nie to jednak było ważne tego wieczoru, bo stres związany z piewszym występem mógł zepsuć nawet najlepsze chęci. Wszystkie pokazy udały się bardzo dobrze i są dobrą zachętą do dalszej pracy nad naszym tangiem. Drodzy uczniowie, nie przestawajcie wierzyć w siebie, walczymy dalej, by tango w naszym wykonaniu było coraz lepsze.
Zabawy tego wieczoru było co nie miara. W połowie pokazów zaproponowaliśmy konkurs dla chętnych. Zadanie taneczne polegało na tym, by para zatańczyła tango w obrysie małego kwadratu (metr na metr) nie wychodząć poza linie. Jako pierwszy wyskoczył wręcz na środek sali Paweł z Kasią. Za taniec dostali duże brawa. Wiele też było śmiechu, bo pysznie zmagali się z ograniczoną powierzchnią.
Dla kolejnych tancerzy - Przemka i Moniki - kwadrat zmniejszyliśmy do trójkąta, ale dla tak wprawnej pary milonguero, nie było to dużym wyzwaniem. I na koniec, trójkąt zmniejszony jeszcze o połowę, stał się polem dla Jacka i Teresy Mazurkiewiczów. Do bardzo mocnego i rytmicznego "Huraganu" D'Arienzo, Jacek zaaplikował Teresie nieskończoną ilość efektownych boles i ganchos na prawą nogę, a potem kolejną serię skomplikowanych i trudnych figur na lewą nogę, sam robiąc minimalistyczne trzy kroki na cały taniec. Rewelacja i burza braw.
W drugiej części pokazu wystąpiły grupy dłużej się uczące. Zatańczyły badzo ładnie i miło było popatrzeć jak niektórzy - zwłaszcza Wiesiek - pozwalali się unieść spontaniczności - i prowadzili sowje partnerki do bardzo efektownych i trudnych figur.
Pokazy te były zgodne zduchem tanga, czyli były tańczone spontanicznie i bez przygotowania żadnej choreografii, czy wcześniej zaplanowanych figur. Nie zgadzamy się na to, bo wierzymy w siłę tanga i emocji, które nim rządzą.
Na koniec miłym akcentem pokazów była prośba od wszystkich uczestników wieczoru, by pokaz swój dali nauczyciele. Wszyscy razem (3 pary) wyszliśmy na parkiet i zatańczyliśmy wspólne tango.
Po części pokazowej rozpoczęła się druga część milongi, na którą dotarły osoby już długo tańczące i trwała jeszcze długo w noc. Szkoda - tu sugestia do osób długo tańczących tak zwanych tancerzy zaawansowanych - że nie przyszliście (za wyjątkiem kilku osób) na pokazy i nie widzieliście swoich początkujących kolegów w akcji . Moim zdaniem było warto i nawet trzeba, bo bardzo często zachęta ze strony dobrego tancerza czy nauczyciela czy szerzej - ze strony środowiska - znaczy więcej niż wiele lekcji i praktik razem wziętych.
Zdaniem wielu osób i moim osobistym także - była to jedna z najlepszych milong. Jescze raz duże podziękowania dla wszystkich. Zapraszamy na taką samą ceremonię podsumowania sezonu za rok, a już za kilka dni na milongę urodzinową, którą obchodzić będziemy 27 czerwca.
Prośba do osób fotografujących o podzielenie się zdjęciami i filmami z imprezy.
Do zobaczenia
Jakub Korczewski
piszczie do mnie na milonga@milonga.pl