Mapa serwisu
Jesteś tutaj:

Kolory w tangu

 

Z PRZYMRUŻENIEM OKA..... 

Tango narodziło się na biednych przedmieściach, w dzielnicach robotniczych. Później przeszło na salony - każdy z Was zna tę historię.

Ostatnia milonga Walentynkowa natchnęła mnie do zastanowienia się, dlaczego nadal tak kurczowo trzymamy się jednego koloru.

Czerń jest pięknym i klasycznym kolorem. I wygląda się w niej na ogół dobrze. Kiedyś był to kolor biedoty, potem francuskich egzystencjalistów, potem kolor wszystkich i tak naprawdę nikogo. Na milongach już od pewnego czasu widzi się, że panie odchodzą od czerni jako jedynego i dominującego koloru. Zwrócćie uwagę, że przy okazji normalnych cotygodniowych milong można spotkać dziewczyny, które nie mają na sobie nic czarnego, a kolorem dominującym nie musi też być czerwień. 

To nie tylko ożywia nastrój wieczoru i rozświetla milongę. Dzięki jasnej, kolorej sukience panie są też lepiej widoczne na ciemnej przygaszonej sali. Nie wiem, czy przekłada się to w jakiś konkretny sposób na obecność na parkiecie. Wydaje mi się, że ułatwia, a na pewno nie przeszkadza.

Dla mnie osobiście, gdy widzę tanguerę w pięknej sukni, serce bije mocniej. Gdy widzę ją w sukni nieczarnej (wszyscy chodzą ciągle w czarnym) , to zaczyna bić dwa razy szybciej. Czerń to kolor smutku, emigranci tęsknili w Argentynie za kobietami, które zostawili w Europie; na czarnym nie widać brudu i wytartych miejsc. Daną rzecz można założyć wiele razy bez strachu, że się przeholuje. Tak, tak, kiedyś tak było. Ale te czasy już się zmieniły. Nikt mi nie powie, że tańczy tango, bo chce być smutny i tęskni. W 2010 roku tańczymy  z miliona różnych powodów, gdzie przyjemność, radość i towarzyska sympatia są na czołowych miejscach, a NIE-czarny strój to ni mniej ni więcej jak dodatkowy atut tej wspaniałej zabawy w tango.  Mały wysiłek dla własnego dobrego samopoczucia, ale też i dla radości pozostałych uczestników milongi.  Dziewczyny, wyglądacie pięknie w tych kolorowych sukienkach! Nie trzymajcie ich tylko na wyjątkowe okazje - wiele z Was tak robi - uzywa ich bardzo często, i chwała wam za to. Kupujecie na potęgę po kilka-kilkanaście par okopnie drogich (bajecznie pięknych) butów.  Za tę samą cenę można pewnie kupić dwie, a może nawet trzy ładne sukienki: piękne rozporki po bokach, ogromne "plecy" takie jak ostatnio miała Monika, boskie dekolty. Same zobaczycie, jak mężczyźni będą chcieli z Wami tańczyć. Żyjemy w czasach gdzie strój jest dowolny i każdy z nas może ubrać się jak chce. Tango nie jest skostniałe i wręcz zachęca, by "bawić się" też i strojem.

Panowie mają prościej. Nie ma oczywiście granicy oryginalności stroju. I tu też można by "popłynąć", ale, choć narażę się chyba niektórym mężczyznom, dodam, Polak-facet nie przywiązuje dużej wagi jak wygląda.Skupmy się może na czymś istotniejszym.

Zapach, panowie, to dla kobiety cały kosmos. Jeżeli zależy wam w ogóle cokolwiek na tangu, to dezodorant i dobra woda toaletowa rozsądnie używana, będą Waszym priorytetem przed każdą milongą, practicą i lekcją.

U nas -  mężczyzn - liczy się na pewno przede wszystkim komfort bycia z kobietą w tańcu czyli czysta koszula ewentualnie druga na zmianę (i obowiązkowe odświeżenie się przed milongą).  A tak konkretnie w temacie stroju, to chyba jednak koszula lub naprawdę elegancki t-shirt.  Widziałem ostatnio na milondze chłopaka, który tańczył autentycznie w dresie, a jego partnerka w ładnej sukience. Na pewno było mu wygodnie. Mnie dres jednak kojarzy się z czymś innym niż tango wieczorem na milondze (zapatrzenie się na niektórych biednych Argentyńczyków, którzy przyjeżdżają do Polski z warsztatami i chodzą w kółko w dresie, bo są po prostu argentyńskimi dresiarzami, nie jest niczym innym, jak naszą ślepotą i chyba niemyśleniem w kopiowaniu wszystkiego co robią i mówią. Nie kopiujcie, ani ślepo imitujcie, lepiej bierzcie od innych to co naprawdę wartościowe, no chyba, że, hm, też jesteście dresiarzami...). Moda modą, styl stylem, a kopiowanie i robienie z siebie zabawnych klonów pana X to inna strona medalu.

Choć to i tak wszystko na nic, jeżeli pan nie słyszy muzyki i depcze partnerkę po palcach, czego nawet największemu wrogowi  nigdy nie życzę.

c.d.n...