Dobrym i praktykowanym zwyczajem jest umawiać się na praciki ze swoim stałym partnerem oraz czasem z inną osobą. Daje to możliwości porównania swoich umiejętności, wymienienia wiadomości i upewnienia się, czy nasze tango "dzieje się" w dobrym kierunku.
Idealną sytuacją jest umówić się na practicę z osoba, która tańczy od nas dłużej - z osobą zaawansowaną, która może nam pomóc rozwiać różne wątpliwości jakie mamy w trakcie uczenia się tanga.
Sprawa jest delikatna, bo nie zawsze osoba zaawansowana będzie mogła czy chciała pomóc osobom mniej zaawansowanym na practice. Tu nie ma metody, w jaki sposób zachęcić takiego tancerza. Wydaje mi się, że należypo prostu zapytać i poprosić. Każdy z obecnych tancerzy zaawansowanych czy średniozaawansowanych był kiedyś początkującym i z całą pewnością pamięta te trudne (powtarzam: TRUDNE) pierwsze miesiące czy rok uczenai się tanga, gdy człowiek błądzi trochę jak we mgle swoich wątpliwości i tysięcy czasem sprzeczych wiadomości.
Tancerze...
W dobrym zwyczaju jest "opiekowanie się" młodszymi stażem kolegami poprzez właśnie ŻYCZLIWE pomaganie im na practikach. Jeżeli chcemy, by coraz więcej osób dobrze tańczyło i dobrze się z nimi tańczyło, powinnśsmy im pomóc, zaanagażować się w to choćby w minimalny sposób; czasem dobra rada, życzliwe słowo, uśmiech na milondze czy zatańczenia jednego tanga bez złośliwych komentarzy sprawiają o wiele więcej dobrego niż wytykanie początkującym ich błędów, czy niegrzeczne podkreślanie w rozmowie jak bardzo są początkujący. Jeżeli zaawansowany partnerze nie chcesz się narazić na nieporadny taniec z osobą początkującą, to po prostu nie proś jej do tańca. Masz oczy i możesz zorientować się patrząc na parkiet, kto jakie ma umiejętności i czy te umiejętności są wystarczające, by taka osoba mogła dostpi tego przywileju i z tobą zatańczyć. A jeżeli już z własnej woli "wpakujesz się' w taniec z osobą, która tańczy według Ciebie za słabo, to bądź tak miły i nie komentuj tego ani jednym słowem przed, w trakcie i po tańcu, a na koniec i tak jej podziękuj. Aha, i uśmiech :)
Początkujący...
Zdarza się, że na milongach, które i tak są dla Was dość stresujące, słyszycie od starszych stażem tancerzy tremujące komentarze pod swoim adresem, choćby wytykające to, że w tangu jesteście dopiero od kilku tygodni czy miesięcy, a jużsię pchacie na milongi. Zakładam, że te osoby, które je złośliwie mówią, robią to bezmyślnie i nieświadome tego jak wielką przykrośc wyrządzają tym innym osobom. Zdaję sobie z tego sprawę, że po "takich" komentarzach, początkującym paniom odechciewa się tańczyć z takimi partnerami na długo lub na zawsze. To są niegrzeczne uwagi i dlatego nigdy nie bierzecie ich sobie do serca. Miejcie do tego dystans, ewentualnie omijająć łukiem takie niegrzeczne osoby. A jak jest w tańcu z z taką osobą bardzo nieprzyjemnie, to zwyczajnie przestańcie z nią tańczyć i zostawcie ją samą na parkiecie (warto wtedy też dorzucić ze dwa słowa, dlaczego ten taniec nie był przyjemny).
Na szczęście bardzo dużo jest też w środowisku tangowym takich osób, które są życzliwe, opiekuńcze, miłe, osób, które potrafią zachęcić do tańca swoją postawą, rozmową i samym tańcem. I to z nich warto brać przykład.
Milonga jako parkiet jest miejscem spotkania wszystkich ludzi BEZ WZGLĘDU na umiejętności. Na całym świcie od Buenos Aires przez Warszawę aż do Tokio na milondze spotykają się żółtodzioby, dobrzy tancerze, nauczyciele i mistrzowie. Nikt nikogo nie pyta i nie krytykuje, jeżeli uważa się za prawdziwego tangeuro. I zajmuje się sobą. OK, jeżeli rozpychasz się i wpadasz na innych podczas milongi, to lepiej zejść z parkietu i poczekać aż będzie mniej tłoczno i nie przeszkadzać innym osobom. Oglądanie tańczących i słuchanie muzyki też jest niezwykłym przeżyciem, które potrafi wciągnąć na długie minuty.
Do zobaczenia
Jakub Milonga