W Złotej odbywają się co tydzień trzy milongi - każdy wie, że w czw, sb i ndz. Przed ogromnie długi czas milonga sobota była dla mnie milongą numer jeden. Nadal nią jest z racji gości, którzy tłumnie przychodzą tego wieczoru. Jest to milonga bardzo tłumna - w ostatnią sobotę gościlismy ponad 130 gości mimo, ze tego dnia nie była to jedyna milonga w Warszawie, a za oknem trzaskał 20 stopniowy mróz. (Zadziwiająca frekwencja).
Ostatnio jednak ogromnie polubiłem i doceniłem uroki milongi niedzielnej, która z racji swojej krańcowości - ostatnie 3 godziny uciekającego tygodnia - nie jest milongą ani tłumną, ani najbardziej popularną. I to jest w niej najniezwyklejsze i zarazem jej największy atut; mniej osób (zwykle 30-50 osób), inna atmosfera, większy spokój, nieco inni goście. Nie ma na niej gorączkowej emocjonalnej gonitwy towarzyszącej sobotnim tańcom, nie ma tłumu tancerzy i pośpiesznego poszukiwania nowych partnerów na kolejną tandę. Jest za to czas na dłuższe rozmowy i bardziej wysmakowaną muzykę. Słowem, doskonałe zakończenie tygodnia.
Jakub Milonga